Wydanie nr: 2 (109) LUTY 2012
ISSN 1643-0883 | RPR 1392



















JAWI

















Comgroup - strony WWW



























TSL-BIZNES

Powinni usłyszeć od nas wszystkich słowo – przepraszam…

Młodzi ludzie, którzy nie mają pracy, powinni usłyszeć od nas wszystkich słowo przepraszam. To wstyd. Jesteście zdolni, a my nie dajemy wam możliwości, by wasz potencjał wykorzystać. Ci, którzy okupują Wall Street, mają moje poparcie - powiedział w ekskluzywnym wywiadzie dla portalu Money.pl laureat Pokojowej Nagrody Nobla, profesor Muhammad Yunus, znany też jako Bankier ubogich. To profesor Muhammad Yunus na początku lat 80-tych założył w Bangladeszu Grameen Bank, instytucję finansową dla najbiedniejszych. W 2006 roku za swoją działalność został wyróżniony Pokojową Nagrodą Nobla. W rozmowie z Money.pl przyznał, że nie wierzy, by strefa euro mogła upaść, bo takie wydarzenie cofnęłoby nas w rozwoju o wiele lat. Według niego nie oznacza to jednak, że system oparty na żądzy pieniądza wkrótce się nie zawali. Poniżej dzięki uprzejmości portalu Money.pl publikujemy wywiad z profesorem Muhammadem Yunusem, przeprowadzony przez red. Łukasza Palkę.

Łukasz Pałka: Od lat powtarza Pan, że prawo do kredytu to jedno z praw człowieka. Że każdy ma prawo do tego, by wziąć pożyczkę.

Muhammad Yunus: To prawda.

Łukasz Pałka: Dlatego zastanawiałem się, czy z równie silnym przekonaniem pożyczyłby Pan pieniądze europejskim politykom.

Muhammad Yunus: Spryciarz z Pana. Chce Pan, żebym powiedział, że politycy nie są godni zaufania. Ale odpowiem inaczej: fundamentalne prawo nie oznacza, że ktoś może korzystać z kredytu automatycznie. Najpierw musi wzbudzać wiarygodność i zaufanie. Powinien mieć przekonujący plan związany z wykorzystaniem środków.

Łukasz Pałka: Zatem czy politycy mają plan ratunkowy przed kryzysem, który wzbudziłby Pana zaufanie?

Muhammad Yunus: Jeżeli mają, to przynajmniej na razie go nie pokazali. Gdy mowa o pożyczaniu pieniędzy, to patrzę na polityków, jak na każdego innego człowieka, czy przedsiębiorcę. A to oznacza, że nad częścią z nich pewnie musiałbym popracować, by najpierw sprawić, że sobie poradzą.

Łukasz Pałka: Gdyby nie Merkel i Sarkozy to ratowanie Europy zajęłoby mniej czasu. Skoro wciąż nie ma rozwiązania kryzysu, to strefa euro Pana zdaniem upadnie?

Muhammad Yunus: Nie wierzę, by tak miało się stać. To byłaby katastrofa, jak wybuch bomby nuklearnej. Idea wspólnej waluty to ogromny eksperyment. Jest czymś naprawdę wartościowym. Pokazuje, że wiele narodów może ze sobą współpracować. Dlaczego nie mielibyśmy pójść o krok dalej i myśleć o stworzeniu jednej, światowej waluty? Ale to również proces ciągłego uczenia się i upadek euro cofnąłby nas w rozwoju o wiele lat.

Łukasz Pałka: Więc wierzy Pan, że strefa euro wyjdzie z kryzysu?

Muhammad Yunus: Politycy i rządy nie mają wyjścia. Muszą znaleźć rozwiązanie. Inaczej prędzej czy później ktoś ich zastąpi. A oni chcą być liderami, chcą udowodnić, że sobie radzą.

Łukasz Pałka: Tylko na razie tego nie widać.

Muhammad Yunus: Mój zarzut jest taki, że nikt nie ma wizji, jak będzie wyglądał świat za dwadzieścia lat. Skupiamy się tylko na teraźniejszości, a brakuje pomysłu, co zrobić, by w przyszłości nasze życie było lepsze. I nikt w tym procesie nie jest bez winy. Ani politycy, ani ci którzy ich grillują nie proponując rozwiązań.

Łukasz Pałka: Właśnie wrócił Pan z Forum Ekonomicznego w Davos. Jak człowiek, który większą część życia spędził z biednymi, pożyczając im po kilka dolarów, czuje się w towarzystwie bogaczy i decydentów?

Muhammad Yunus: To śmieszne uczucie, dziwne. Ale spotykam się z nimi często, więc się przyzwyczaiłem. Dobrze jest przynieść im swoje doświadczenia, bo bardzo często nie mają pojęcia o biedzie. Wiedzą, że gdzieś są jacyś biedni, ale mają o nich mylne wrażenia. Nie wiedzą, jak to jest żyć za dolara dziennie. Chcą pomagać. A ja wyjaśniam, jak to robić. Gdzie tylko się da, podkreślam, że bieda nie wynika z winy biednych, a z winy złego systemu, który wpędził ich w biedę czy bezrobocie. To ważne, by możnym tego świata to uświadamiać, bo inaczej przepaść między bogatymi a biednymi będzie się powiększać.

Łukasz Pałka: Rozumiem, że gdyby był Pan młodszy, to przyłączyłby się Pan do ruchu oburzonych?

Muhammad Yunus: Chociaż siedzę tu w cieple, to ci, którzy okupują Wall Street, Davos, czy protestują gdziekolwiek indziej, mają moje mocne poparcie. Oni wyrażają swoją złość, bo widzą, że system oparty na żądzy pieniądza i nieodpowiedzialności się wali. Że tylko jeden procent to jego beneficjenci, a 99 procent to ci, którzy cierpią. Taki system nie może przetrwać. Nie powinien przetrwać.

Łukasz Pałka: Wróży Pan rewolucję?

Muhammad Yunus: To nie są czasy rewolucji, jakie znamy z historii. Ale to bardzo dobrze, że młodzi ludzie potrafią wykrzyczeć swoją złość.

Łukasz Pałka: To jednak wciąż nie prowadzi nas do rozwiązania problemów.

Muhammad Yunus: Przede wszystkim wszyscy, którzy mają jakąkolwiek władzę, powinni się zgromadzić i przeprosić tych młodych ludzi, którzy dzisiaj nie mają pracy ani perspektyw. Powinni od nas wszystkich usłyszeć, że zawiedliśmy. To wstyd. Bo jesteście zdolni, pracowici, a my nie dajemy wam możliwości, by wasz potencjał wykorzystać. A tylko w ten sposób świat może iść do przodu. Nie pozwalamy młodym, by budowali nowy system. Można powiedzieć, że jedziemy w pociągu, a dla nich nie ma miejsca.

Łukasz Pałka: Co Pan proponuje?

Muhammad Yunus: Nie twierdzę, że rozwiążę wszystkie problemy. Każdy powinien coś zaproponować. Moja propozycja to biznes odpowiedzialny społecznie. Niech każdy, kto ma pieniądze, stworzy firmę po to, by dać młodym ludziom pracę i szansę na rozwój. A możliwości jest mnóstwo, co ja staram się na swoim przykładzie udowadniać. Chodzi o zmianę punktu widzenia. Biznes jest nie po to, by pomnażać pieniądze właściciela, ale po to, by umożliwić rozwój innym. Cóż z tego, że bogaty będzie miał więcej i więcej. Przecież to samo w sobie do niczego nie prowadzi. Powinien uwolnić kreatywność innych osób.

Łukasz Pałka: I w ten sposób pomagać?

Muhammad Yunus: To kompletnie nowa jakość. Jestem pewny, że to możliwe. I że tak będzie.

Dziękuję za rozmowę - Łukasz Pałka


Przedruki tekstów tylko po uzyskania zgody redakcji EuroPartner


Fikcja Europejskiego Roku Walki z Ubóstwem i co dalej…

Co piąte dziecko żyjące w krajach Unii Eu­ropejskiej jest dziś zagrożone ubóstwem. Według szacunków Komisji Europejskiej, mimo że żyjemy w jednym z najbogat­szych rejonów świata, aż 17 procent Europej­czyków ma tak ograniczone dochody, że nie może zaspokoić podstawowych potrzeb życiowych. Niestety, w ostatnich latach na skutek kryzysu ekonomicznego, który wstrząsnął gospodarkami Stanów Zjednoczonych i Europy, w bogatych krajach wzrosła liczba osób zagrożonych ubóstwem. Komisja Europejska dostrze­gła problem i ogłosiła rok 2010 Europej­skim Rokiem Walki z Ubóstwem i Wyklu­czeniem Społecznym. Polski rząd opracował Krajowy Program Wdrażania Europejskiego Roku Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem Społecz­nym 2010. Był to krzepiący zbiór ogól­ników, których nikt nie traktował serio. Polska może uchodzić za zieloną wyspę m.in. dzięki temu, że nasi politycy w mi­nimalnym stopniu interesują się losem żyjących w nędzy lub zagrożonych ubó­stwem. Wszak ci ludzie nie głosują.

Eurokraci walczą z wykluczeniem

Z perspektywy Brukseli problemy wal­ki z ubóstwem i wykluczeniem spo­łecznym wyglądają inaczej. Jednym z pięciu podstawowych celów przy­gotowanej przez Komisję Europejską Strategii „Europa 2020", którą Parla­ment Europejski winien przyjąć do koń­ca 2012 r., jest walka z wykluczeniem społecznym. Były polski wicepremier i minister rolnictwa, a obecnie poseł do Parlamentu Europej­skiego, Jarosław Kalinowski, mówi, że chyba po raz pierwszy Komisja Europejska z taką mocą podkreśliła konieczność zajęcia się losa­mi milionów osób zepchniętych na mar­gines przez kryzys finansowy.  „W Polsce polityków nie interesują pro­blemy ubogich, bo mimo wyraźnej po­prawy w ostatnim dziesięcioleciu nadał jesteśmy społeczeństwem na dorobku w porównaniu do Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii i nasz poziom wrażliwo­ści społecznej jest niski” - mówił Kalinow­ski.  Tymczasem w ostatnich dwóch latach wiele się zmieniło w podejściu zachodnich społeczeństw do problemu wykluczenia społecznego. Np. w Hiszpa­nii, gdzie bezrobocie przekroczyło 20 procent, tysiące osób straciło domy i mieszkania, nie będąc w stanie spłacać kredytów zaciągniętych w czasach prosperity. Ci ludzie byli zaliczani do klasy średniej. Podobnie stało się w Irlandii, a kto wie, czy za chwilę nie wydarzy się w Grecji lub we Włoszech. Nie wolno tego lekce­ważyć, ponieważ rodzi to problemy poli­tyczne. Europejski model demokracji za­wierał obietnicę dobrobytu, a mieszkańcy Europy Zachodniej przez dziesięciolecia byli dumni z wysokiego poziomu życia. Dziś nie wiedzą, co ich czeka.

Przedsiębiorstwa społeczne - nowa odsłona spółdzielni

W oficjalnych dokumentach Komisji Eu­ropejskiej dominuje optymizm. Austriak Johannes Hahn, komisarz odpowie­dzialny za politykę regionalną, podkre­śla, że w ostatnich latach polityka spój­ności przyczyniała się do utworzenia ponad miliona nowych miejsc pracy, że Unia zainwestowała w szkolenia ponad 10 milionów osób w celu poprawy ich szans na zatrudnienie. Hahn jest zdania, że dziś kluczowe dla wzrostu gospodarczego w Unii będzie ukierunkowanie inwesty­cji na małe i średnie przedsiębiorstwa. W słowniku urzędników Komisji pojawi­ły się nowe pojęcia: „przedsiębiorstwa społeczne" i „gospodarka społeczna". - Chodzi o firmy, które są nastawione nie na zysk, lecz na zaspokajanie po­trzeb społecznych - wyjaśnia Jarosław Kalinowski. - To nowe nazwy tego, co dobrze znamy w Polsce jako spółdziel­czość. Dobrze, że „eurokraci” dostrzegli potencjał tkwiący w tej formie organizo­wania się obywateli.

Okazuje się, że przedsiębiorstwa spo­łeczne to sektor, który mimo kryzysu dynamicznie się rozwija i stanowi dziś ok. 10 procent wszystkich europejskich przed­siębiorstw, zatrudniając ponad 11 milionów pracowników. Co prawda, wiele z tych firm korzysta ze środków publicznych, lecz wykorzystuje je dużo efektywniej niż nastawione na zysk spółki komercyjne. Jarosław Kalinowski wspólnie z europosłem Czesławem Siekierskim (PSL) prze­konują, że ze względu na tradycje spół­dzielczości w Polsce możemy lepiej się przygotować do wykorzystania w latach 2013-2020 nowych funduszy unijnych skierowanych na wsparcie przedsię­biorstw społecznych. Zdaniem Siekierskiego, w Ministerstwie Gospodarki powinien powstać depar­tament spółdzielczości, który w sensie legislacyjnym wspierałby ruch spółdziel­czy i przedsiębiorstwa społeczne.

Fundusze na gospodarkę społeczną

Komisja Europejska oczekuje wprowa­dzenia ułatwień dla funduszy inwestują­cych w takie firmy; jest to niezbędny wa­runek rozwoju wspomnianego sektora. Dziś - jak wynika z dokumentów Komisji - podmioty te nie są zbyt rozpowszech­nione i nie działają na wielką skalę. Jarosław Kalinowski uważa, że wspie­raniem przedsiębiorstw społecznych w Polsce mogłyby się zająć banki spół­dzielcze i spółdzielcze kasy oszczędno­ściowo-kredytowe. - Ich potencjał jest dziś dostatecznie duży, by bez większego ryzyka mogły powołać takie fundusze, jeśli tylko polskie prawo by na to pozwa­lało. Oby nie okazało się, że z tego powo­du stracimy szansę na pozyskanie setek milionów złotych.

Komisja Europejska zakłada, że działal­ność funduszy na rzecz przedsiębiorczości społecznej będzie ob­warowana regulacjami prawnymi, które zminimalizują ryzyko, a jednocześnie uła­twią inwestorom dotarcie do nich. I wią­że z nimi wielkie nadzieje. Przedsiębiorstwa społeczne są urze­czywistnieniem inteligentnego, sprzyja­jącego włączeniu społecznemu i zrów­noważonego wzrostu oraz innowacji, mających tak istotne znaczenie dla dzi­siejszej gospodarki europejskiej. Nowe środki przyczynią się do tworzenia tych przedsiębiorstw w całej Europie, zapewniając im niezbędne do wzrostu -zwłaszcza w czasach kryzysu - wsparcie finansowe - powiedział Michel Barnier, komisarz ds. rynku wewnętrznego.

Wszystko to nad Wisłą może się wyda­wać fanaberią, wszak u nas przyjmuje się, że jedynie zysk uzasadnia jakiekol­wiek działania w gospodarce. Tymcza­sem przedsiębiorstwa społeczne, do których zaliczają się spółdzielnie, banki spółdzielcze i spółdzielcze kasy oszczęd­nościowo-kredytowe, mają do spełnienia ważne cele społeczne. Gwarantują np. pracownikom trwalsze niż w spółkach miejsca pracy Po roku 2008 zachodni po­litycy stanęli przed trudnym wyborem -albo zapewnią współobywatelom wyso­ki poziom życia i opieki społecznej, albo muszą się liczyć z koniecznością tłumie­nia protestów metodami stosowanymi w mniej demokratycznych krajach.

Pora na nowy model gospodarki

Przedsiębiorstwa społeczne z pewnością nie zajmą pozycji dominującej w gospo­darkach krajów Unii. Lecz skoro trady­cyjne modele przedsiębiorczości najwy­raźniej się nie sprawdzają, należy szukać innych rozwiązań

Firmy oparte nie na zysku, lecz na soli­darności ludzi w nich zatrudnionych, po­trzebie stworzenia trwałych miejsc pracy i działaniu na rzecz lokalnej społeczności zaczęły spontanicznie powstawać tam, gdzie zaistniała taka potrzeba i znaleźli się właściwi ludzie.

Zapisy w strategii „Europa 2020" są od­powiedzią Komisji Europejskiej na postu­laty obywateli zaniepokojonych tym, co się stało w ostatnich latach. Nasze społe­czeństwo jest pod tym względem mocno zapóźnione. Nie zdajemy sobie sprawy ze skali niechęci, jaką żywią obywatele Irlan­dii, Hiszpanii czy Grecji do przedstawicieli banków komercyjnych i całego sekto­ra finansowego, które obwiniają o doprowadzenie społeczeństw do upadku. W tych okolicznościach każda mająca choć cień szansy inicjatywa jest przyjmowana z zainteresowaniem. Zdumiewa przy tym zdolność tych ludzi do organizowania się. W sumie lepsze to niż wszczynanie burd i zamieszek na ulicach Aten, Londynu, Pa­ryża czy Brukseli. Byłoby wskazane, gdy­by nasi politycy wzięli to pod uwagę.

Ekonomia społeczna to najogólniej sys­tem przedsiębiorstw i organizacji oraz właściwych im uregulowań prawnych dotyczących wspierania przedsiębior­czości wśród ludzi wykluczonych z ryn­ku pracy W Polsce o społeczny wymiar działalności gospodarczej troszczą się głównie spółdzielnie, banki spółdzielcze i spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe. Państwo nawet jeśli wspiera bezrobotnych środkami na rozpoczęcie działalności, to są to kwoty symboliczne, zasiłki zaś należą do najniższych w Unii. W efekcie Polacy, którzy są najdłużej i najciężej pracującym narodem w Unii Europejskiej (według OECD bijemy w tej konkurencji Japończyków, ustępując je­dynie mieszkańcom Korei Południowej), nie mogą liczyć na wiele i bardzo trudno jest im wyrwać się z ubóstwa. To, co dla nas stało się zjawiskiem nie­zauważalnym, budzi poważny niepokój zachodnich polityków i urzędników Ko­misji Europejskiej, która umieściła walkę z ubóstwem w centrum swojej strategii gospodarczej, społecznej i na rzecz za­trudnienia „Europa 2020". W ciągu naj­bliższej dekady Unia Europejska powinna pomóc co najmniej 20 milionom osób wyjść z ubóstwa i wykluczenia społecznego. Uznano, że zatrudnienie jest najbezpiecz­niejszą drogą wyjścia z ubóstwa dla tych, którzy są zdolni do pracy Nie wydaje się to łatwe w czasach kryzy­su gospodarczego, ale Unia przyjęła za cel osiągnięcie 75-procentowego wskaź­nika zatrudnienia kobiet i mężczyzn. Warto o tym pamiętać, bo za tymi de­klaracjami pójdą w przyszłości całkiem poważne kwoty.

Mikropożyczki wchodzą do Europy

Na walkę z wykluczeniem społecznym Unia zamierza przeznaczyć 10 miliardów euro. Kwota ta wzrośnie, ponieważ do fundu­szy unijnych należy dodać środki pocho­dzące z budżetów krajowych. Jednym z pomysłów urzędników z Bruk­seli jest, by dodatkowo Unia Europejska i Europejski Bank Inwestycyjny zobo­wiązały się do przeznaczenia po 100 milionów euro na rzecz europejskiego instrumentu mikrofinansowego Progress. Fundusz ten ma na celu zapewnienie ok. 500 milionów euro na mikropożyczki w nadchodzą­cych 10 latach. Mikrofinansowanie wy­daje się istotnym środkiem pobudzania samozatrudnienia i two­rzenia mikroprzedsiębiorstw. Realizacja unijnych celów włączenia społecznego opie­rać się będzie również na obecnych i przyszłych dzia­łaniach i kształcie Europej­skiego Funduszu Rozwoju Regionalnego (EFRR).

Nowa wizja przedsiębiorstw

Inną drogą próbują iść mło­dzi działacze społeczni, za­chęcający rówieśników do zakładania spółdzielni i firm nastawionych głównie na zapewnienie miejsc pracy tym, którzy nie mogą liczyć na stałe zatrudnienie. Szansę na rozwój dostrzegły też istnieją­ce w krajach Unii od dziesięcioleci spół­dzielnie, które zdobywają nowych człon­ków i rozwijają działalność. Spośród nich najszybciej rosną banki spółdzielcze i spółdzielcze kasy oszczędnościowo--kredytowe.

Siłą rzeczy zmienia się też postrzeganie roli i funkcji przedsiębiorstw w życiu spo­łeczeństw. Oburzeni, jeśli nie chcą przejść do historii jako efemeryda, muszą zapro­ponować lepszą, sprawiedliwszą wizję świata. Wydaje się, że w podobny sposób zaczynają myśleć urzędnicy Komisji Euro­pejskiej I część polityków. Jeśli europejska gospodarka i europejski model życia spo­łecznego mają przetrwać, wiele musi się zmienić. Z jednej strony, ludzkość nigdy nie była tak bogata jak dziś, nigdy miesz­kańcy naszego kontynentu nie cieszyli się tak długim i pozbawionym grozy wojen życiem. Z drugiej zaś, pazerność, niefra­sobliwość i zwykła głupota przedstawicieli sektora finan­sowego zagroziły dobroby­towi wszystkich. Ekonomista Kenneth Boulding powiedział kiedyś: „By wierzyć, że mo­żemy uzyskać nieskończony wzrost w skończonym syste­mie, trzeba być szaleńcem lub ekonomistą".

Czy możliwy jest model go­spodarki, której celem będzie zapewnienie jak najniższego bezrobocia, stałego, w miarę wysokiego poziomu życia i sprawiedliw­szego niż dziś podziału wspólnie wypra­cowanych dóbr? Dla Polaków to brzmi jak bajka lub herezja, lecz są takie kraje, np. Belgia czy Dania, gdzie zasiłek dla bezrobotnych jest bardzo wysoki, na­wet jak na standardy zachodnie. Gdy opadnie kurz po obecnym kryzysie, bez względu na to, czy wyłoni się z niego Europa jednej, dwóch czy trzech pręd­kości, europejski model gospodarki będzie musiał się zmienić. Inaczej nie przetrwamy. (Źródło: Raport o spółdzielczości; magazyn Przegląd, grudzień 2011 )


Przedruki tekstów tylko po uzyskania zgody redakcji EuroPartner