Wydanie nr: 3 (181) MAJ 2019
ISSN 1643-0883 | RPR 1392












Pomnik Paderewskiego

Uniwersytet im.Adama Mickiewicza





Gmina Kleczew









Natalii Drukarnia Etykiej

Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowe w Kleczewie













JAWI





































Z czego ludzie w Polsce żyją...


Nie więcej niż 1,9 tys. zł na rękę. To zarobki armii blisko stu tysięcy urzędników w całej Polsce. Pracownicy sądów, prokuratur, muzeów i bibliotek z zazdrością patrzą nawet na obecne pensje nauczycieli. Nauczyciele, taksówkarze, niepełnosprawni, rolnicy, górnicy. Lista grup społecznych czy zawodowych zapowiadająca kolejne protesty stale się wydłuża. Tuż obok są ci, którzy strajkować na razie nie będą, choć też pracują w budżetówce. I bardzo często zarabiają zdecydowanie mniej niż nauczyciele.

Żądanie 1000 zł podwyżki netto to dla nich czysta abstrakcja. Dziś w ciągu miesiąca muszą wyżyć za niewiele większe pieniądze. Jak wynika z szacunków money.pl, w Polsce blisko 100 tys. pracowników administracji publicznej nie dostaje właśnie więcej niż 2 tys. zł na rękę. Takie zarobki ma na przykład doktor nauk humanistycznych w jednym z małopolskich muzeów. Podobnie zarabiają często ci, którzy dbają o codzienną obsługę prokuratur i sądów.

- Czasy myślenia o instytucjach publicznych jako dobrym pracodawcy minęły bezpowrotnie. Dziś nie ma nawet chętnych do pracy. A ludzie nawet nie myślą o wakacjach, dokształcaniu się, zakładaniu rodziny. Nie mają za co. Nie stać ich często nawet na kredyt - mówi money.pl Andrzej Rybicki, przewodniczący Sekcji Muzeów i Instytucji Ochrony Zabytków NSZZ Solidarność.

I żartuje, że w Polsce wciąż wiele osób pracuje dla idei. Bo pieniędzy z tego nie ma żadnych. - Nie podpalimy opon, nie rozrzucimy narzędzi, nie wyciągniemy kilofów, nie zablokujemy ulic i nie będziemy blokować autostrad - mówi Andrzej Rybicki. - Pracownicy kultury nigdy nie sięgną po takie metody walki o zarobki, bo nie mają takich możliwości. Najczęściej mamy jedną broń: śmiech przez łzy. Możemy powtarzać w kółko, że bibliotekarz nie wyżywi rodziny książkami, a muzealnik eksponatami. Możemy tylko powtarzać, że od lat czujemy się po prostu dziadami - dodaje.

I podaje powody dziadowania. Doktor nauk humanistycznych z 15-letnim stażem pracy w muzeum co miesiąc na koncie widzi 1988 zł wypłaty. To pensja na rękę, wynagrodzenie brutto to około 2,7 tys. zł. Bibliotekarz z pięcioletnim stażem może liczyć na 1,7 tys. zł na rękę. Wynagrodzenie brutto to w tym wypadku 2,3 tys. zł.

- Są miejsca w Polsce, w których żaden z pracowników, z wyjątkiem zarządzających, nie dostaje więcej niż 3 tys. zł brutto. A przecież doskonale wiemy, że z wypłatą brutto do sklepu nie idziemy. Ważne jest to, co mamy na rękę - mówi money.pl Rybicki. I przypomina, że niektórzy ostatnie podwyżki widzieli… w 2003 roku, czyli za rządów SLD, Unii Pracy i PSL.

- Awanse w kulturze w większości przypadków nie wiążą się z żadną zmianą pensji. Pensji nie podwyższają ani tytuły naukowe, ani języki obce - mówi. I zdarzają się przypadki, gdy pracownik ma 30 lat pracy na karku, a wciąż zarabia jak "młodszy bibliotekarz". Mediana płac (w kulturze) według danych NSZZ Solidarność wynosi około 3 tys. zł brutto. To pensje blisko 15 tys. osób, które pracują w muzeach. I nie są to wyłącznie problemy jednostek kultury. Z uciekającymi pracownikami od kilku lat boryka się również Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

Referenci i inspektorzy (w sumie blisko 10 tys. etatów) mogą liczyć na średnie wynagrodzenie od 3 do 3,6 tys. zł brutto. Na rękę mają więc od 2 do 2,5 tys. zł. Związki zawodowe w ZUS podkreślają co rusz, że to stawki dla centrali, bo w mniejszych miejscowościach jest dużo gorzej. (Źródło: money.pl ).   


Przedruki tekstów tylko po uzyskania zgody redakcji EuroPartner



Witryna, na której się znalazłeś wykorzystuje pliki cookies, dalsze korzystanie z niej oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz w Polityce Prywatności.

Tak, rozumiem