Wydanie nr: 2 (174) MAJ 2018
ISSN 1643-0883 | RPR 1392












Pomnik Paderewskiego





Gmina Kleczew









Natalii Drukarnia Etykiej

Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowe w Kleczewie













JAWI





































Czy Polskę stać na niepodległość?

Za kilka miesięcy setna rocznica odzyskania niepodległości wej¬dzie w fazę akademii, defilad, nabożeństw i innych przedstawień i o niepodległości nie będzie już można powiedzieć nic rzeczowego. Niektóre wielkie wartości mają byt negatywny: wolność oznacza brak przymusu, błogostan brak cierpie¬nia, niepodległość jest brakiem pod¬ległości. Co człowiek zrobi ze swoją wolnością, a naród ze swoją niepod-ległością, to inne zagadnienie? Jed¬ni, korzystając z wolności, dokonują czynów chwalebnych, drudzy po¬stępują podle. Dzięki niepodległości jedne narody wspinały się na wyżyny cywilizacji, inne popadały w anarchię oraz tyranię, która po niej zazwyczaj następuje.

Świętując niepodległość, warto stawiać sobie pytanie, co w rzeczywistości utraciliśmy, tracąc niepodległość, i czego dokonaliśmy dzięki jej odzyskaniu. Pewien filozof wprowadził pojęcie „wyabsolutnienia wartości", w czym widział przejaw fałszywej ideologii i takiej lub innej formy umysłowego zniewolenia. W niektórych narodach w pewnych sytuacjach historycznych dochodzi do „wyabsolutnienia", czyli uczynienia wartością absolutną właśnie niepod¬ległości. Uchodzi za niepodważalny pewnik, że nie ma takiego cierpienia - swojego i cudzego - które byłoby za wielkie, jako cena za niepodległość. W imię niepodległości wolno mor¬dować przeciwników, wolno swoich posyłać na śmierć, wolno wystawiać na zniszczenie swoje miasta razem z mieszkańcami i być za takie i jesz¬cze gorsze czyny uhonorowanym pomnikami, orderami i czym tam jeszcze wymyślonym na takie okazje. Poświęcenie życia, a choćby tylko szczęścia domowego bogu niepodle¬głości przypomina składanie bóstwu ofiar z ludzi, co było prapoczątkiem wielu religii, czego dalekie echo jest słyszalne w znanej nam figurze ukrzy¬żowania dobrego człowieka w celu zbawienia ludzkości wedle woli jedy¬nego Boga.

Słyszymy zewsząd monotonne zawodzenie ludzi dobrze myślących, że podział na narody jest sztuczny i przestarzały, że „nie masz Greczyna ani Żyda", że granice powinny być przynajmniej przepuszczalne, skoro jeszcze nie mogą być zniesione (czy istnieje ostra różnica między prze-spuszczalnością, a zniesieniem?), do tego trzeba jeszcze dodać techno¬logiczne fakty dokonane, zbliżające i mieszające ze sobą ludzi wszystkich ras i języków, przedtem rozrzuconych po całym globie jak gdyby dla żar¬tu. Jak w takim świecie jest możliwe „wyabsolutnienie" niepodległości, pozostawienie jej w sferze wielkich ideałów, tam gdzie ją dawni ludzie umieścili? Dziś niepodległość wielu narodom jest nadal potrzebna, ale jest widoczne jak na dłoni, że jest to wartość utylitarna, pragmatyczna, a więc względna, nie absolutna.

W Polsce kwitnie nieumiarkowany kult niepodległości, jak w czasach zaborów, mimo że mamy tę niepod¬ległość. Ale czy naprawdę ją ma¬my? Rządzący zajmują stanowisko chwiejne. Partia, która rządzi, śpie¬wa: ojczyznę wolną pobłogosław. Panie, a druga, odsunięta od władzy, głośno lub na migi głosi: ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie.

Ciekawe wydaje mi się to, że tam, gdzie niepodległości nie ma, wcale nie odczuwamy jej braku. Naukowcy przynajmniej część swoich elukubracji muszą pisać po angielsku, jakby Polska była kolonią angielską lub amerykańską. Gdy w czasie zaborów na uniwersytecie krakowskim wolno było przez dłuższy czas wykładać i pisać tylko po niemiecku, Polacy nie cieszyli się, że dzięki temu nauka polska wchodzi w obieg międzynarodowy, lecz przeklinali przymus niemczyzny i marzyli o uniwersytecie polskojęzycznym. Filozof Trentowski głosił, że chociaż państwa polskiego nie ma, domenę narodową można rozszerzyć, pisząc po polsku dzieła narodowe. W polszczyźnie niepodległość, Tam, gdzie niepodległości nie mamy wcale nie odczuwamy jej braku.

Mistrzem ceremonii, jakie odbędą się z okazji stulecia niepodległości, będzie prezydent Andrzej Duda. I tenże sam prezydent Duda jest mistrzem ceremonii, gdy odbywa się instalowanie w Polsce uzbrojonych oddziałów armii Stanów Zjednoczonych. Zarówno prezydent Duda, jak i inni rządzący teraz i poprzednio nie uważają, że ich rola przy oddziałach amerykańskich jest tylko ceremonialna. Mają oni takie wyobrażenie o relacjach polsko-amerykańskich, że jeśli polski rząd będzie wystarczająco długo prosił, to Ameryka nie będzie miała innego wyjścia, jak tylko spełnić te prośby. Czasami tylko upiera się przy biurokratycznych drobiazgach, jak wizy, których nie chce znieść, ale jeśli chodzi o bazy wojskowe na terenie Polski, to zawsze w końcu ulegnie polskim żądaniom.

Nie ma sposobu na to, aby po informować polskich polityków i Polaków w ogóle - jaki jest rze¬czywisty stosunek amerykańskiego establishmentu do Polski. A jest on pogardliwy i lekceważący, a w chwili obecnej, tzn. w lutym 2018 r., nawet nieprzyjazny, bo Amerykanie nie dają się nabrać na puste gesty, pochleb¬stwa i inne pozory, natomiast sami doskonale potrafią sprawiać pozory. Polacy zaś z tego są znani w świecie od dawna, że słabiutko rozróżnia¬ją pozory od rzeczywistości. Stany Zjednoczone systematycznie prze¬suwają swoje bazy wojskowe w po¬bliże granic Rosji, bo mają w stosun¬ku do tego państwa pewne zamiary. Ja tych zamiarów nie oceniam, one występują z nieuniknionością praw natury, niczym ocieplenie klimatu, z tym że nie jakimkolwiek ociepleniu można tu mó¬wić, lecz najpierw o zimnej, a później o gorącej wojnie regionalnej, w której Polska razem z Prybałtyką ma role do ode¬grania jako zapalnik i pobojowisko. Może jest tak, jak mówię, a może inaczej, myśli polityczne dziecko wojny, którym jestem, zawsze będą się obracać wokół wojny, jako spra¬wy najważniejszej.

Windowanie niepodległości do sfery najwyższych ideałów politycz¬nych ma w sobie coś kłamliwego, gdy idzie w parze z entuzjastycznym instalowaniem obcych baz na swo¬im terytorium. Niech więc prezydent Andrzej Duda znajdzie w czasie cele¬browania setnej rocznicy okazję do uroczystego oświadczenia: rezygnu¬jemy z pełnej niepodległości, żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo, które naszym zdaniem - niektórzy mówią, że błędnym - jest zagrożone od wschodu. Degradujemy niepod¬ległość do rzędu wartości podrzęd¬nych, relatywnych i tak będziemy ją przedstawiać w naszej polityce historycznej. (Źródło: Tygodnik „Przegląd”)

 Bronisław Łagowski


Przedruki tekstów tylko po uzyskania zgody redakcji EuroPartner



Witryna, na której się znalazłeś wykorzystuje pliki cookies, dalsze korzystanie z niej oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz w Polityce Prywatności.

Tak, rozumiem